Luc Besson po serii mało zabowiązujących , efekciarskich produkcji powrócił za stery kina, może nie tylę wybitnie ambitnego, co raczej eleganckiego i zwyczajnie ładnego.
To zresztą dobre określenia, przylegające do “Angeli”, ponieważ niewiele oprócz tej tzw” elegancji” w owym tytule znajdziemy.
Perfekcyjne zdjęcia i klimat to największe plusy, tej bądź, co bądź średniej, acz pozytywnej opowieści o spotkaniu nieudacznika z aniołem.
Bessonowi ciąglę pozostała naleciałość z serii “Taxi”- pisania przerysowanych tekstów, pozbawionych większego nasilenia emocjonalnego.
To zawód, tym bardziej,iż “Angel-a” z dużą odwagą i śmiałością prtenduję do miana nowej “Amelii”, co oczywiście się niestety nie udaję.
Klimaty może całkiem zbieżne, ale poziomem obraz reżysera “Leona” dzielą lata śmietlne od Jeuneta.
Klasyfikacyjnie, za to to wciąż porządna rzecz, szkoda, że tak strasznie nierówna.
Wypada jednak poświęcić kawałek odtwórczyni roli samej Angeli- ta kobieta, to rzeczywiście anioł, dosłownie i w przenośni.
Dołączam się do zachwytów nie tylko nad jej urodą, ale i samą postacią.
Wspaniała.
Co zaś się tyczy Debbouze’a- wykonał odpowiednio powierzone mu zadanie, choć z całym szacunkiem, zauważułem, że nie ma w jego filmografii szczególnej różnorodności.
Ilekroć go widzę na ekranie, dla mnie to ten sam typ. Nie ważne czy we wspomnianej wcześniej “Amelii” czy “Asterixie…”, Jamel przybiera formę szaraka, wyklętego, choć całkiem sympatycznego gościa.
Może dlatego tak wielu go ceni.
Muzyka gdzieś tam w tle się pojawia, lecz zauważalna jest dopiero osobno.co ciekawe utwór promujący wykonuję córka Jana Garbarka, naszego rodaka- Anja.
Jej głos dobrze wtacza się w tą otoczkę, zaczerpniętą z noir, magicznych uliczek, latarni…no i samego Paryża jako współczynnego bohatera całego filmu.
Ktoś zresztą pisałem o podobieństwie “Angeli” do “Nieba nad Berlinem” Wendersa i jest to uwaga nader trafna, lecz nie psująca wciąż dosyć solidnej całości.
I nie mam już co się czepiać- to po prostu “fajna” rzecz.
Amelię oglądałam i jak dla mnie to majstersztyk, Niebo nad Paryżem też widziałam, i nawet mi się podobał. Natomiast opisanego przez Ciebie filmu nie oglądałam, ale skoro klimatem zbliżony to dwóch wcześniejszych, to może się na niego skuszę. Pozdrawiam ;]
Słyszałem o tym, ale nie widziałem. Mimo wszystko coś mnie w tym obrazie odpycha, problem polega na tym, że nie potrafię określić co
Pozdrawiam,
pawcio