La libertad ***

Spore zaskoczenie. “La libertad” Lisandro Alonso, tego samego Alonso który stworzył bezcelowy i koszmarny “Liverpool”, to udany początek
argentyńskiej trylogii sprzeciwiającej się współczesnemu stylowi życia. Banalne? Niby tak, ale Alonso tym samym wygrywa. Budując prostymi środkami, gorącą, duszną atmosferę wolności, raju
utraconego, pokazuję z naturalistyczną dbałością szczegóły życia pewnego drwala.
Mężczyzna więc, je, wydala i pracuję jak każdy, to samo co w “Liverpoolu”, tyle że bardziej udane, sensowne oraz egzotyczne.
Wakacyjny krajobraz suchej flory, to w dni tak gorące jak dziś nie najlepsza pożywka dla oka, a mimo to film w jakiś sposób angażuję i zachęca.
Powoduję, że udajesz się na wirtualne wczasy, wsiąkasz w minimalistyczny podkład.
Można by powiedzieć, że w czasach nowoczesnych, w czasach wielkich metropolii i ich powszechnego hałasu “La libertad” jest zasłużonym odpoczynkiem, i to nie tylko dla reżysera,ale i dla odbiorcy.
Mamy przecież ową tytułową “wolność”, wolność seksualną, wolność wyboru religii( to chyba w naszym kraju już mniej) itd., ale czy jesteśmy naprawdę wolni? Albo czy jesteśmy dzięki temu szczęśliwi?
Bohater debiutu twórcy “Los Muertos” znalazł to szczęście, w “nudzie” codzienności, rutynie, lecz zachowanej w więzi z naturą.
Nie jestem pewien dlaczego, ale tym razem Alonso nie prowadzi już monologu, to silny, oddziaływujący dialog z widzem.
Jeżeli tylko jesteś cierpliwym rozmówcą, poczujesz jego urok

Opublikowane w:  on lipiec 18, 2009 at 1:32 pm Komentarze (1)