Menetheris poleca
Zelenka uderzył znakomitym, genialnym wręcz debiutem, ale to dopiero późniejsze tytuły takie jak “Samotni” czy “Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” dały mu należytą sławę w tym i w Polsce.
Zadaniem tego czeskiego dramaturga nie jest bezsensowne naśmiewanie się, bo choć jego dzieło są z reguły pogodne w duchu to niosą jednak za sobą pewną nutę smutku. Tą drogą, drogą wyrzucania ludzkich wad i dziwactw na wierzch, drogą
którą wyznaczyli “Guzikowcy” twórca ten podążał przez resztę swej kariery…
Można by było zarzucić po tylu latach Zelence monotematyczność, ale po co? Czech nie schodzi poniżej pewnego poziomu, a każdy jego nowy wytwór zachwyca mnie. Rzadko się zdarza aby produkcja nowelowa była tak równa, konsekwentna i spójna w swych zamierzeniach.
Zelenka wziął pod lupę wszystkie nasze wstydliwe zachowania, dumając nad rolą przypadku w naszym życiu, zaś z tego wszystkiego uczynił ogromną, wciągającą zabawę w rytmach dobrej muzyki do której nie da się nie przyłączyć.
Jest tu kilka umownych, magicznych momentów które najlepiej ogląda się samemu w nocy takie sceny jak telefon do ducha żołnierza, a potem samotne odejście przy akompaniamencie japońskich dźwięków to miód na moje serce.
Mógłbym przewijać codziennie i patrzeć na to, choć i całość jest naprawdę warta zobaczenia.
“Knoflikari” są piekielni inteligentni, zabawni i przejmujący, co więcej nie starają się niczego udawać czy naśladować, choć oglądając ich często mogą pojawić się nam skojarzenia z kinem Tarantino bądź Jarmusha.
Debiutant sięgnął najlepszych wzorców i z miejsca stał zbudował film ważny w swej ojczyźnie, szkoda, że u nas wciąż mało znany.