Zmiótł wszystkich, ale nie sam-”Huragan” to przede wszystkim znakomity portret człowieka który dzięki pomocy innych, mimo licznych utrudnień i okrucieństwa nie poddał się.
Biorąc taką postać łatwo było Denzelowi Woshingtonowi wpaść w pułpakę patosu, poraz kolejny aktor ten udowodnił jednak swą wielkość-zagrał Cartera brawurowo.
Do pewnego momentu dzieło Jewisona wydaję się wręcz pewnym pretendentem na film rewelacyjny-jest w nim wszystko co trzeba-mądrość, lekkość przekazu oraz klimat. Szkoda tylko,że mniej więcej od końca, obraz ten zaczyna dramatycznie
zmniejszać swe szansę, stając się kolejną typową produkcją sądową. Rekompensatę może stanowić Bob Dylan, ale to i tak za mało.
Czułem nieco straconą szansę, bo przy wszystkich swych zaletach, końcówka “Huragana” tak oczywista, trąci niestety naiwnością a tym samym wytrąca z równowagi sam wcześniej przedstawiony nam materiał.
To jednak historia prawdziwa-będąca bolesną materializacją cierpień bohatera.
Carter Hurriacane ma wszystko-dom, piękną żonę i wielkie zywcięstwa zarówno za jak i przed sobą. Pewnego wieczora wybierając się do baru nie wie jeszcze,że to co się stanie całkowicie zmieni jego życie. Zostanie nie słusznie oskarżony o krwawą masakrę
by następnie wymienić wygodne mieszkanie, na brudną celą w której przez lata będzie walczył o udowodnienie niewinności-na próżno.
Dokumentalne, czarno-białe wstawki z protestów ku uwolnieniu boksera, są jedynie namiastką..Gdzieś tam w okół toczy się historia Ameryki.
Huragan pozbawiony nadzieji piszę autobiografię, ta zaś kupiona po czasie przez czarnoskórego chłopca stanie się początkiem ich przyjaźni.
Film ten, choć jak już wspominałem przewidywalny, w dalszym ciągu jest swoistą pochwałą ludzkiej życzliwości.
W scenariuszu jest kilka szczerze godnych zapamiętania rad i przemówień-mogą one sprawić,że w trakcie seansu bez wstydu sięgniecie po chusteczki.
Ale spokojnie-Huragan nawet jako tradycyjny przedstawiciel gatunku sprawuję się całkiem nieźle i daleko mu do telewizyjnej sztampy.